<title_newspaper="Przyjaciółka">
<title_article="Dwa dni na wsi">
<author_1="Zofia Kosmowska">
<language="pl">
<style="press">
<year="1951">
<month="11">
<date="1951-11-04">
<period="w">
<status="1_obieg">
<support="paper">
List Czytelniczki. Dwa dni na wsi. Przed kilkoma dniami byłam z mężem u kuzynów na wsi. Słyszałam sporo o akcji skupu zboża i ziemniaków, o sprawie terminowego spłacania podatków, ale nie myślałam wcale, że to tyle roboty wymaga, że tyle ludzi bierze w tym udział. Tej samej niedzieli, kiedy byłam u kuzynów, byli na wsi robotnicy z „Ursusa", potem przyjechało dwóch urzędników z powiatu pomagać przy obliczeniach. Wieczorem młodzież miała zebranie — był też ktoś u nich z terenu. Mówili o takich, którzy nie chcą spełnić swoich obowiązków względem państwa. Ale na wszystko jest rada. Znalazła się i na Sadowskiego, Groniarka i jeszcze dwóch. Sadowski to kułak, co się zowie, prawie wszystkie wyznaczone ziemniaki odstawił, bo się bał kary. Zboże też naszykował ale jakoś mu nie spieszno było z odstawą. Poszli robotnicy do niego. Byłam ciekawa więc poszłam i ja. Pytają Sadowskiego, dlaczego nie odstawił zboża. — Ano, dopiero się omłóciło, oczyścić trzeba, nie ma czasu jechać. Od nas byli, to wagonów brakło, czy coś tam... Wzięli go w obroty. Sadowski wykręcał się jak mógł, ale w końcu przyznał, że można było już zboże odstawić, że wagony były i czekają, że to strata dla państwa, — My do Was po dobremu — mówił jeden z robotników, ale jak będziecie wstrzymywać sąsiadów i przez Was wagony będą zatrzymywane, to zrobimy meldunek do prokuratora i Władza się z Wami bawić nie będzie. Sadowski widział, ze to nie przelewki i gdy rano przejeżdżaliśmy koto punktu skupu, już czekał z furą naładowaną zbożem. Ekipa z „Ursusa" była na wsi cały dzień. Tłumaczyli, rozmawiali z każdym gospodarzem. Gdzie była jakaś pilna naprawa, pomogli. 
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>
 
